Przez admin

“PIXIE” – FILMOWA DAWKA ADRENALINY

Komedie kryminalne cieszą się od lat niesłabnącą popularnością, zapewniając widzom zarówno dreszczyk emocji, jak i dobrą zabawę. Doskonale wiedzieli o tym twórcy Pixie, obrazu nakręconego w 2020 roku w Wielkiej Brytanii. Starali się wpisać swój film w konwencję dowcipnego kryminału, jednak w taki sposób, aby od początku do końca nie przestawał on zaskakiwać odbiorcy. Sami możemy teraz ocenić, na ile im się to udało.

“Prixie”, czyli jak oszukać przeznaczenie 

Tytułowa Pixie O’Brien (Olivia Cooke) to młoda, przebojowa i skrajnie egocentryczna Irlandka, wywodząca się z klanu małomiasteczkowych gangsterów. Jako nastolatka dziewczyna straciła matkę, którą zamordowano w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. Dzięki wrodzonemu sprytowi Pixie udaje się poznać tożsamość zabójcy, a to z kolei skłania ją do uknucia wyrafinowanej zemsty. Postanawia upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: wyeliminować mordercę pani O’Brien, ale zarazem zdobyć dzięki niemu dostęp do dużych pieniędzy. 

Dowcip polega na tym, że znienawidzonym przez Pixie zabójcą jest… jej własny chłopak, przystojny Colin (Rory Fleck Byrne). Młody mężczyzna nie zdaje sobie oczywiście sprawy z bycia zdemaskowanym. Kiedy Pixie proponuje mu dokonanie zyskownej kradzieży, przystaje na to bez zastanowienia.

Colin realizuje plan wraz ze wspólnikiem imieniem Fergus (Fra Fee). Chociaż wszystko przebiega pomyślnie, mężczyźni wdają się w ostrą kłótnię z powodu zazdrości o samą Pixie. Ostatecznie Colin zabija Fergusa, potem zaś sam pada z ręki kolejnego wielbiciela dziewczyny – Harlanda (Daryl McCormack). Ten ostatni przechwytuje przy okazji całą forsę, którą zamierza się podzielić z kumplem Frankiem.

Wtedy jednak rezon odzyskuje Pixie. Odnajduje Harlanda i Franka, by uświadomić im, że skradzione pieniądze należą do Hectora McGratha (Alec Baldwin), byłego duchownego oraz szefa lokalnej grupy przestępczej. Ojciec McGrath słynie w okolicy z bezwzględności i okrucieństwa, jest zatem rzeczą oczywistą, że lada moment upomni się o swoją własność. Pixie, Harland i Frank postanawiają nie czekać na niekorzystny rozwój wypadków i natychmiast uciekać z miasta. Okradzeni gangsterzy ruszają za nimi w pościg przez całą Irlandię. Gra toczy się już nie tylko o forsę, ale także o odzyskanie nadszarpniętej reputacji.

Absurdalny humor i szalone tempo

Siła Pixie tkwi przede wszystkim w zawrotnym tempie akcji, która toczy się tak szybko, że widz już po kilkunastu minutach ma problem z ułożeniem sobie w głowie ciągu przyczynowo-skutkowego. Nie jest to oczywiście w kinie zabieg nowy; od czasów Pulp Fiction powielano go na ekranie niezliczoną ilość razy. Co wcale nie musi zresztą oznaczać, że odbiorcy w kinie czy przed telewizorem poczują się nim teraz znużeni; Pixie trzyma pewien przyzwoity poziom, który przynajmniej w części usprawiedliwia jego gatunkową wtórność.

Krytycy wypowiadający się o obrazie Barnaby Thompsona podkreślali w recenzjach, że aktorzy wyciskają tu ze swoich ról, ile się tylko da. Dotyczy to zarówno charyzmatycznej Cooke, jak i złowrogiego Baldwina czy przewrotnego Byrne’a. Otrzymujemy zatem lekką, niezobowiązującą rozrywkę, w sam raz na weekendowy wieczór.